A A A

Cesarz powinien umierać stojąc

Wybudowanie Koloseum na środku sadzawki Nerona nie było dziełem przypadku bądź propagandy. Wybierając to wydawałoby się ostatnie z możliwych miejsc, Wespazjan trzeźwo skalkulował jego plusy i minusy. Przeciwko takiej a nie innej lokalizacji przemawiały koszty założenia drenów i wybudowania specjalnej kamiennej kloaki, za — kolosalna oszczędność czasu. Czyż niecka bajorka nie stanowiła od razu gotowego dołu pod fundamenty? Czyż nie rozwiązywało to częściowo problemu wybrania i wywiezienia 200 tysięcy metrów sześciennych ziemi? Nie zapominajmy, że od dna sadzawki do warstwy wulkanicznego tufu zalegającego pod tą częścią Rzymu — do której to warstwy powinny sięgać fundamenty takiej budowli jak Koloseum — jest tylko kilka (6) metrów, podczas gdy na pobliskim placu Weneckim, przy Pomniku Wiktora Emanuela, ta sama głębokość wynosi aż 30 metrów. Aby więc nadać całej konstrukcji konieczną trwałość i stabilność, należałoby wykopać dół głęboki nie na kilkanaście ale na kilka metrów, co przy olbrzymich robotach ziemnych jest bardzo istotną różnicą.

Koloseum — pod względem kształtu nic nowego — pod względem konstrukcji było zupełną nowością w architekturze rzymskiej. Po zabetonowaniu bowiem fundamentów i ułożeniu pierwszej warstwy trawertynu „małą elipsę" areny połączono z „wielką lipsą" widowni osiemdziesięcioma ścianami biegnącymi promieniście, które patrzącemu z góry nieodparcie nasuwają skojarzenia ze szprychami spłaszczonego koła. Była to więc w pełni nowoczesna konstrukcja ramowa, absolutne novum w stosunku do wcześniejszych rozwiązań rzymskich, w których cały lub prawie cały ciężar budowli opierał się na ścianach zewnętrznych budowli. Każda z owych osiemdziesięciu „szprych", na których spoczywa ciężar widowni, składa się z czterech części: odcinek najbliższy arenie, który dźwiga stosunkowo najmniejszy ciężar, odlany jest w całości cementu zmieszanego z potłuczonymi cegłami, skorupami glinianymi i odłamkami wapiennymi, ale już pięć metrów dalej, gdzie krzywa widowni zaczyna piąć się w górę, zmienia się skład betonu — miejsce kruszywa ceramiczno-wapiennego zajmuje potłuczony krzemień, który ze względu na swą twardość używany był przez Rzymian do budowy dróg. Mocny twardy mur krzemienny ciągnie się przez następne kilka metrów aż do miejsca, w którym architekt stwierdził, iż tu kończy się wytrzymałość betonu zastąpił go murem z ciosów trawertynu. Jeszcze kawałek dalej, tuż przy zewnętrznej elipsie, projektant dokonał następnej zmiany: w miejsce trawertynu wprowadził kamień podobny do bazaltu, materiału bardzo wytrzymałego, którego bloki mają po dwa i więcej metrów długości.

Owe „szprychy" amfiteatru, czyli mówiąc fachowo ściany radialne, były genialnym pomysłem anonimowego architekta. To one właśnie są kluczem do konstrukcji Koloseum — nie tylko bowiem wzięły na siebie cały ciężar widowni, ale również spełniały rolę pochyłych ramp, po których wtoczono ciężkie bloki trawertynu użyte do wzniesienia ścian zewnętrznych.

Światowy rekord szybkości padł na budowie Koloseum dzięki bezprzykładnemu zastosowaniu cementu, standaryzacji elementów (wszystkie stopnie schodów są identyczne, tak samo siedzenia), doskonałej organizacji i wojskowemu wręcz porządkowi na budowie. Harmonijne połączenie tradycji z nowoczesnością dało zamierzony efekt: w roku 79, jeszcze za życia Wespazjana, bryła amfiteatru była gotowa. Zaczęły się nawet roboty wykończeniowe i końca już było tylko patrzeć, kiedy mieszkańców cesarstwa poraziła straszna wieść. „Będąc w Kampanii — pisze Swetoniusz — Wespazjan dostał lekkiego ataku febry, i natychmiast powrócił do stolicy. Stąd pospieszył do Kutuljów i na wieś pod Raete do swej posiadłości, gdzie corocznie spędzał lato. Tu na domiar wzmagającej się choroby przez bardzo częste picie wody popsuł sobie żołądek. Pełnił niemniej swe obowiązki cesarskie jak zwykle, nawet podejmował delegacje leżąc. Nagle dostał biegunki i opadł zupełnie z sił. Wówczas rzekł: «Cesarz winien umierać stojąc». Usiłuje z trudem powstać. W tej ostatniej chwili wyzionął ducha na rękach podtrzymujących go osób w dziewiątym dniu przed Kalendami lipca Przeżył lat sześćdziesiąt osiem, jeden miesiąc, sześć dni".

Podobno śmierci Wespazjana należało się spodziewać, gdyż była ona zapisana w gwiazdach. Jego zgon był pierwszym z wielu nieszczęść, jakie zwaliły się na cesarstwo. Najgorsze przyszło w miesiąc po pogrzebie, kiedy to wiecznie kapryśni bogowie podziemi dali znać o sobie i potężny wybuch Wezuwiusza spustoszył część Kampanii, zalewając lawą i przysypując popiołem trzy kwitnące miasta nad Zatoką Neapolitańską: Pompeje, Herkulanum i Stabie.

Wkrótce potem nieszczęście dotknęło mieszkańców Wiecznego Miasta. W Rzymie wybuchł pożar trwający trzy dni i trzy noce, po którym przeszło morowe powietrze i nieurodzaj. Przebłagał zagniewanych bogów i pocieszył strapionych ludzi cesarz Tytus, oddając do. użytku Koloseum A.D. 84.